MOJA GRAN CANARIA

Wycieczka po Gran Canarii




Piękno Gran Canarii

Myślę, że z zainteresowaniem będziecie oglądać  zdjęcia z pięknych miejsc Gran Canarii. Tak więc obejrzyjcie i następne wakacje właśnie tam zaplanujcie. Naprawdę warto. Podam parę miejsc pokazanych w tym filmiku  warte obejrzenia: Las Palmas, Roque Nublo, Agaete, Maspalomas, Puerto Rico, Puerto de las Nieves, Agumes, Puerto de Mogan i inne. W wielu z tych miejsc już byliśmy w mych opowieściach, a inne dopiero opiszę.

Puerto De Las Nieves

Tyle się po drodze dzieje, że dopiero teraz doszłam do Puerto de las Nieves.
Jest to mała bardzo malownicza wioska rybacka, usytuowana nad brzegiem oceanu.
Puerto de las Nieves – inaczej Port Śniegu był kiedyś głównym portem wyspy.

Dopiero od niedawna, bo od ok. dwóch wieków Las Palmas przejęła tę rolę.
Teraz tylko wypływają stąd do Santa Cruz na Teneryfie promy między wyspowe.
Zabudowa portu jest niska, z biało-niebieskimi domkami.
Jednak turystów przyciąga tutaj najbardziej poza krajobrazami trzydziestometrowa bazaltowa skała o bardzo dziwnym kształcie.
Jakby dłoń wystająca z wody z wyciągniętym palcem wskazującym ku górze. To Dedo de Dios, czyli Palec Boży.
Niestety w 2005 roku wielka burza tropikalna zniszczyła ta skałę.
Została tylko dłoń bez palca.


Jednak mimo braku głównej atrakcji Puerto de las Nieves dalej ściąga tu masa turystów.
Jest tu sporo małych knajpek serwujących pyszne dania z owoców morza.
Siedzę sobie w jednej z takich knajpek wcinam te pyszności i widzę wyłaniający się zza skały prom między wyspowy Fred Olsen Express.


Przy porcie stoi sobie pomnik kobiety czekającej na swego męża, który wypłynął w morze.


Za pomnikiem po drugiej stronie uliczki jest kościół, a właściwie kaplica Ermita de lasNieves, czyli kapliczka Matki Boskiej Śnieżnej, patronki miejscowych rybaków.
Niestety w kaplicy nie wolno było fotografować, a szkoda.
Jest to bardzo skromny kościółek. Nad stropem i po bokach wiszą modele żaglowców kiedyś tam pływających.
Głównym elementem wystroju kapliczki jest tryptyk poświęcony Matce Bożej namalowany przez Joosa van Cleve. Boczne skrzydła przedstawiają św. Antoniego i św. Franciszka.
Uwagę moją przykuła piękna drewniana ambona.


Po obejrzeniu kapliczki poszłam na plażę.
Plaża jest jak i większość na wyspie szara i kamienista.
Jednak sporo ludzi opala się na niej. Nic dziwnego, jest upał. Ja jednak jak ta księżniczka na ziarnku grochu nie odważyłabym się położyć na tych kamieniach. Ale jak ktoś lubi to czemu nie.

 


Poszłam sobie na deptak obejrzeć cudowne widoki i odpływający prom.
Na deptaku zobaczyłam bardzo stary żuraw i przypomniałam sobie, że po drodze widziałam też stary piec do wypalania wapna, oraz XIX-wieczny wiatrak przy Avenida de las Poetas.

 

 


Zrobiło się już późno i czas wracać. Jedziemy znów przez Galdar, no i zgubiliśmy się. Jechaliśmy długo przez plantacje bananów, zrobiło już się ciemno, a później w górę i znów w górę po wąskich, stromych uliczkach, żadnych znaków – na czuja. Ale na szczęście nie przyszło nam jeździć dookoła góry. Jak się ma dobrego kierowcę to z każdego labiryntu można wyjechać.
Wycieczka była przednia.
Już się nie mogę doczekać, jak siądziemy nad mapą i wytyczymy następna trasę następnej wycieczki, na którą już Was zapraszam.
Tak więc do następnego spotkania.

Podróż do Agaete Cz.2

O podróży do Valle de Agaete już wspominałam w poprzednim poście.
Opowiem teraz o samym Agaete.
Miasteczko powstało 572 lata temu.
Mimo, że to stare miasteczko, nie ma tu zbyt wielu zabytków.
Jednak wąskie uliczki i budyneczki ukwiecone, zanurzone w bujnej zieleni i pięknych kolorowych kwiatach dodają uroku temu miejscu.
Zostawiliśmy samochód i udaliśmy się nad Ocean.
Nad Oceanem ciągnie się Plac Poetów. Wbrew pozorom nie jest to plac, a promenada z ławeczkami.
Ale gorąco. Nie ma się co dziwić – kalima. U nas w Polsce zima, bo jest styczeń, a tu taki upał.
Przy Plaza de Los Poetas stoi pomnik kanaryjskiego rzeźbiarza Jose de Armos Mediny.
Pomnik ten przedstawia trzech kanaryjskich poetów, którzy często przebywali i tworzyli w Agaete: Tomasa Moralesa, Saulo Toróna i Alonso Quesady.


Poeci ci bardzo lubili przechadzać się po parku Tamabada.
Ja niestety nie doszłam tam, ponieważ zabrakło mi czasu. Mam jednak nadzieję, ze przyjadę powtórnie na ta piękną wyspę i obejrzę miejsca, których nie zobaczyłam w tej podróży.
Wody Oceanu pięknie lśnią w słońcu. Brzeg pokryty jest kamieniami, na których „opalają się” malutkie kraby.


Dość opalania. Mam przecież jeszcze dużo do zwiedzania.
Pochodziłam trochę po tym pięknym miasteczku i natrafiłam na ciekawy skwerek.
Stał tam pomnik Juana de León y Castillo, wybitnego inżyniera dróg i mostów.
Przy końcu skwerku zobaczyłam coś bardzo interesującego.
Była to replika grobów dawnych mieszkańców wyspy oraz znaki , a właściwie rysunki jakimi posługiwali się kiedyś.

 


Dalszym punktem mojej wycieczki było Puerto de Las Nieves. Port w Agaete.
Jednak o tym napisze w następnym poście.
Tak więc do zobaczenia .

Karnawał w Las Palmas de Gran Canaria

Zobaczcie sami jak bawią się Kanaryjczycy.
Może na filmie nie widać aż takich tłumów, ale wiele osób schowało sie przed deszczem.
Niemniej stroje w jakich występują są imponujące.
W Polsce jest nie do pomyślenia, żeby ktokolwiek wyszedł w strojach karnawałowych na ulicę.
Zaraz wytykano by ich palcami, stukano w czoło i uważano za dziwaków.
Co odważniejsi wzywaliby nawet policję. Szkoda!
Gdyby ludzie mieli dystans do siebie, łatwiej byłoby żyć.
Tak więc koniec z PONURACTWEM !!

Droga do Agaete /Cz.I/

widok w drodze do AgaeteDawno nie było mnie na mojej stronie, ale wróciłam.

Opowiem Wam dzisiaj o wycieczce do Agaete.

Zacznę może od drogi do tego pięknego miasteczka.

Sama już droga była bardzo interesująca.

bananyWyjechałam  z domu dość wcześnie, bo jak siebie znam to droga nawet najkrótsza zajmuje mi dość dużo czasu.

Wszystko  dookoła mnie interesuje.

Po drodze mijałam całe plantacje bananów. Mniam.

Aż chciałoby się zerwać taką kiść i pochłonąć.

A banany hiszpańskie są zupełnie inne niż w sklepach u nas w Polsce.

Są małe, żółte i baaaardzo słodkie.

Ale, ale wracajmy na trasę.

pomnik w miasteczkuStanęłam sobie w miejscowości Pagador, żeby trochę rozprostować kości i powdychać zapach oceanu.

Wydawałoby się, że w tak malutkiej miejscowości nie ma nic do oglądania. Jakże mylne to wyobrażenie.

Gdziekolwiek się nie zatrzymasz na Gran Canarii, możesz podziwiać piękne widoki i urokliwe miejsca. Jestem zauroczona tą wyspą. Wierzcie mi.

Zwiedzacie wyspę, pogrzejecie się na słoneczku i to nie ważne o jakiej porze roku wiesz już, że tu jeszcze wrócisz.

Następnym przystankiem było San Filipe.

Zaraz za tą miejscowością był mirador. Był, bo z pewnych źródeł wiem, że go już nie ma, ponieważ trwa tam jakaś budowa. A szkoda.

jeden z najwyższych mostów w EuropieFajnie było tam posiedzieć i popodziwiać widoki i wielki most przechodzący nad Kanionem de Silva. Jest to drugi co do wielkości most w Europie.
Stamtąd idzie też droga do Cenobio de Valeron.

Niestety tam nie zdążyłam dojechać. Ale na pewno kiedy tu wrócę i nadrobię te zaległości i zobaczę to na własne oczy.

Są tam jaskinie, w których prawdopodobnieGuanczowie czyli pierwsi mieszkańcy wyspy trzymali zbiory rolne.

I jak w większej części wyspy w kanionie ciągną się ogromne plantacje bananów.

No dobra . Czas jechać dalej.

Ooo jaka ciekawa góra. To wulkaniczna Pico de Galdar.

Może troszkę o tej górze. Bo wygląda nieco dziwnie.

Jej szczyt jest całkiem goły, pozbawiony roślinności, a na dole okala ją wianuszek budynków i hoteli. Wszystko w kolorze białym.

Pico de GaldarMiasteczko o tej samej nazwie,  niezbyt ciekawe. Uliczki bardzo wąskie, wspinające się ku górze.A na obrzeżach znów banany.

Ciekawostką Galdar jest to, że było kiedyś w czasach prehiszpańskich stolicą jednego z dwóchKrólestw na wyspie /drugą stolicą było Telde, ale o tym mieście innym razem/.

Nie oglądałam całego miasteczka ponieważ była niedziela, a wtedy wszystko tam zamknięte.

Zresztą zgubiliśmy się w plątaninie tych wąziutkich prawie pionowych uliczek.

Kręciliśmy się po tych uliczkach i nie wiedzieliśmy jak stamtąd wyjechać.

Z dala góra Galdar wygląda jak czapeczka krasnala. Przynajmniej ja tak sobie to wyobraziłam.

Na tym może skończę pierwszą część mojej opowieści.

Na drugą zapraszam już wkrótce.

Opowiem Wam o samym mieście, do którego zdążałam czyli o Agaete.

Tak więc do zobaczenia.

Co to jest Kalima?

tak wygląda kalimaKalima to gorący wiatr przenoszący piasek znad Sahary marokańskiej przez Ocean Atlantycki na Wyspy Kanaryjskie.
W czasie kalimy widzialność bardzo spada, a temperatura rośnie.
Nie widać ani gór, ani Oceanu, nie widać nawet słońca.
Wszędzie piasek, piasek, piasek ….
Widzimy go na ulicach, w domach, co powoduje, że sprzątanie właściwie nie ma sensu.
kalimaPiach masz w oczach, w uszach, chrzęści ci w zębach.
Masz wtedy kłopoty z oddychaniem, a astmatycy nawet noszą w tym czasie maseczki na twarzach.

Chociaż kalima  występuje parę razy w roku. Na  szczęście nie trwa wiecznie, tylko  przez kilka dni.

Podróż w Najwyższe Góry Gran Canarii

Roque NubloDzisiaj wstałam wcześniej i w drogę.

Mam nadzieję, że zrealizuję tym razem wszystko co zaplanowałam .

Jadę na drugi co do wysokości szczyt Gran Canarii Roque Nublo/1813mnpm/

I znów zachwycające widoki, a jeszcze ten wspaniały zapach roślinności, a przede wszystkim sosen kanaryjskich.

Pico de Las NievesSłońce praży przez całą drogę. Nawet się nieźle opaliłam.

Są tam trzy charakterystyczne skały.

Właśnie Roque Nublo osiemdziesięcio metrowy blok bazaltowy, obok La Rana, czyli Żaba. Nazywa się tak ponieważ skałka ta łudząco przypomina właśnie żabę.

Nieopodal wznosi się inna skałka bardzo przypominająca stojącego mnicha – to El Fraile.-czyli po prostu mnich.

widok na Teneryfe z Pico de Las NIevesAch!! Takie widoki, że aż się nie chce stąd ruszać.

Przy ścieżce prowadzącej do skałek swój kramik wystawił jakiś miejscowy i sprzedawał kanaryjskie specjały. Częstował jednym z nich wszystkich turystów.

Niestety muszę już odjechać dalej.

Czeka mnie bowiem jeszcze podróż na najwyższą górę wyspy.

baza wojskowa na Pico de Las NIevesPo drodze miejsca do grilowania.

Na Gran Canarii jest wiele takich grilowisk. Kanaryjczycy w weekendy w takich miejscach się spotykają i odpoczywają. Robią sobie takie rodzinne biwaki. Bardzo mi się to podoba.

A otóż i on. Najwyższy szczyt –Pico de las Nieves, aż 1949 m n p m.

Niestety do samego szczytu nie można wejść, ponieważ jest tam wojskowa stacja radarowa.

Mirador w Siete FuentesPod tą bazą jest punkt widokowy. Z niego widaćRoque Nublo, Roque Bentaygę, a nawet sąsiednią wyspę Teneryfe i jej najwyższy szczytTeide.
 

Teneryfa stąd wygląda jakby była w chmurach. Fantastyczny widok.

Na dole upał, a tu tylko 16 stopni i silny wiatr.

Już dzień się kończy i czas do domu. Powiem szczerze z wielką niechęcią kończę tę wycieczkę i z niecierpliwością czekam na następną.

widok z Roque NubloW drodze powrotnej mijam mnóstwo drzew migdałowych, pomarańczowych i bananowców.

Na chwilę zatrzymałam się na Miradorze w Siete Fuentes. Piasek tam był czerwony.

Jadę przez piękne wioski Gran Canarii – Cueva Grande, Valeseqillo, Las Vegas, Verde de San Mateo.

Zapraszam moich wiernych czytelników na następną wycieczkę.